Wyniki 2008
Wyniki 2007
Wyniki 2007 wg. grup
Wyniki 2006
Wyniki 2006 wg. grup
Galeria
Aktualności
Regulamin
Organizatorzy
Prezentacja trasy
Zgłoszenia
Lista uczestników
Komitet Honorowy
Komitet organizacyjny
Historia maratonu
Sponsorzy
Sądecka 10 - wyniki
Kontakt


PARTNERZY
PATRONI MEDIALNI

 

 MARATON ODROBINA HISTORII

Lekkoatletyka przyciąga na stadiony najwięcej kibiców. Dlatego jest nazywana królową sportu.

Maraton olimpijski to pomysł całkiem nowy. Wpadł nań francuski filolog klasyczny Michel Breal w roku 1896. Od pierwszego startu w Atenach w roku 1896 maraton (o długości 40km, później 42 km 195m) był wielkim finałem igrzysk i klamrą łączącą starożytność z olimpiadami nowożytnymi. Wysiłek fizyczny, jaki trzeba znieść biegnąc prawie trzy godziny (dziś nieco ponad dwie), jest heroiczny, często nawet najlepszym zdarzają się momenty załamania.

Czy to Filippides?

W podniesieniu rangi maratonu pomogła legenda o Fillipidesie, który przyniósł do Aten wieść o zwycięstwie armii Militiadesa nad Persami pod Maratonem w 490 roku p.n.e. Według legendy Filippides, biegnący w zbroi hoplity, zmarł w bramie miasta wykrzyknąwszy tylko: "Radujcie się, zwycięstwo!". Naprawdę zapewne było inaczej. Filippides jest postacią historyczną, bo wspomina o nim 40 lat po wydarzeniach najznakomitszy historyk grecki Herodot. Tylko że nie mówi on, iż Filippides biegł z Maratonu do Aten. Dzień przed bitwą pod Maratonem Filippides, który był zawodowym posłańcem, wrócił ze Sparty (480km) gdzie pobiegł z misją zjednania sojuszników. Takich posłańców jak Filippides (czy też anonimowy biegacz maratoński) żyło więcej. W 479 r. P.n.e. do Delf dotarł z wieścią o zwycięstwie nad Persami pod Platejami niejaki Euchidas. Po przebiegnięciu 190 km w ciągu jednego dnia, podobnie jak posłaniec z Maratonu, miał paść martwy.




Bohater numer 1

Grecy byli zachwyceni pomysłem Breala. Jeden przez drugiego zgłaszali się sponsorzy, fundujący wysokie nagrody dla zwycięzcy. Georgios Averoff, milioner grecki, który wcześniej sfinansował budowę stadionu olimpijskiego, ofiarował zwycięzcy 100 tysięcy drachm i na dodatek rękę swojej córki. Lekarz Teoflaxos ofiarował baryłkę wina, producent słodyczy tonę czekolady, pewien fryzjer darmowe strzyżenie do końca życia, krawiec ubieranie do końca życia. Wszyscy spodziewali się, że zwycięzcą będzie Grek. Wczesnym rankiem 10 kwietnia 1896 roku na linii startu w Maratonie stanęło 25 biegaczy, w tym 21 Greków. Na początku stawki znaleźli się jednak: Amerykanin Arthur Blake, Francuz Albin Lermusiaux i Australijczyk Edwin Flack. Biegli na czele kolejno aż do 35 kilometra trasy. Widzowie, którzy w komplecie czekali na stadionie w spiekocie południowego słońca, byli załamani wieściami przywożonymi z trasy przez konnych kurierów. Gdy biegacze wbiegli w góry okalające stolicę Grecji, zaczęli się wykruszać jeden po drugim. Pierwszy odpadł Blake. Na półmetku prowadził Lermisuaux, którego nawet w jednej z wiosek udekorowano wieńcem za to że dotarł tam pierwszy. Jednak wkrótce i on zszedł z trasy. Niemiecki kolarz Augnsi Gocderich (kolarze również mieli swój maraton: Goedcrich. poszukiwacz przygód, który dotarł do Aten jako pasażer na gapę jednego ze statków, zajął w nim drugie miejsce) przywiózł z trasy wiadomość, że po 36 kilometrach biegu prowadzi Australijczyk Flack. Później okazało się, że Goedcrich pomylił się prawie o 5 kilometrów oraz zapomniał dodać, że tuż za Australijczykiem biegnie Grek. Tymczasem ów Grek jak głosi legenda, zaspokoiwszy pragnienie kubkiem wina w przydrożnej oberży - zaczął Placka wyprzedzać. Był to 23-letni Spiros Luis, woziwoda spod Aten. Flack został za nim, wkrótce upadł, zemdlał i musiał się nim zająć lekarz. Na stadionie w Atenach już dowiedziano się że Luis prowadzi. W chwili gdy wbiegał, wystrzelono armatnią salwę. Publiczność wpadła w euforię pod nogi Luisa rzucano kosztowności, obrączki, sygnety, pierścionki, naszyjniki. Luisowi asystowali na ostatnich metrach królewscy synowie, następca tronu Konstantyn i jego brat, książę Jerzy, dołączył do nich książę Mikołaj. Luis nie przyjął ręki córki Averoffa, bo był już żonaty. Przyjął natomiast dar greckich emigrantów w Anglii, którzy podarowali mu ziemię. W roku 1936, na cztery lata przed śmierciš, był gościem honorowym Hitlera podczas olimpiady w Berlinie.



Autem bliżej

Gdy okazało się, że trzeci na mecie zawodnik podjechał do mety w Atenach wozem, nie zrobiono wokół tego szumu. Skandal przeszedł bokiem. Głośno było już jednak wokół historii, jaka miała miejsce podczas igrzysk w St. Louis. Jako pierwszy na stadion wpadł znakomity wówczas średniodystansowiec z Nowego Jorku, Fred Lorz. A jednak nie on był zwycięzcą biegu. Mniej więcej w połowie trasy Lorza złapały skurcze. Skinął ręką na swojego kolegę - trenera w Automobilu, wskoczył do niego i obaj pojechali pod stadion. Mijali kolejnych biegaczy, a gdy w końcu wyprzedzili prowadzącego Thomasa Hicksa, podobno zażartowali, że fajnie byłoby znaleźć się teraz na stadionie. To miał być dowcip, ale się nieco przedłużył. W pobliżu stadionu Lorz wysiadł i przebiegł kilka ostatnich kilometrów. Wbiegł na stadion przy aplauzie stutysięcznej widowni. W euforii, jaka zapanowała na trybunach, Alice, córka prezydenta Theodore'a Roosevelta, udekorowała Lorza. Amerykanin protestował ale ludzie go nie słuchali, entuzjazm był zbyt wielki. W tym momencie na stadion wpadł kompletnie wyczerpany Hicks. Po minięciu mety padł na ziemię. Tylko jeden z sędziów nie poddał się nastrojowi chwili - czas Lorza był według niego nieprawdopodobny. Za zakpienie sobie z igrzysk Lorz został dożywotnio zdyskwalifikowany.



Medal od Conan-Doyle'a

Lorzowi nie udało się ośmieszyć maratonu. Zbyt wielki dramatyzm towarzyszyl temu wydarzeniu. W roku l900 pewien policjant, który podczas igrzysk w Paryżu skierował na niewłaściwą drogę maratończyka, popełnił podobno samobójstwo. W paryskim maratonie wystartowało 19 zawodników, wielu zupełnie nie znało trasy. W połowie dystansu prowadzenie objął Amerykanin Arthur Newton, a ponieważ nikł go nie wyprzedzał, był pewien, że wygra. Jednak kiedy dotarł na metę, okazało się, że wcześniej znalazło się już tam kilku biegaczy. 18-letni Szwed Ernst Fast - przyczyna rzekomego samobójstwa policjanta - chociaż nadłożył około sześciu kilometrów, zdobył brązowy medal. Najbardziej dramatyczny maraton odbył się w roku 1908 w Londynie. Jednym z 75 biegaczy był Dorando Pietri, cukiernik z Capri. Kiedy w oddali widać było już stadion olimpijski w Shepperd Bush, Pietri zaczął finiszować jak szalony. Na bieżnię stadionu wpadł jako pierwszy. Ale po wybuchu entuzjazmu publiczność zamilkła. Pietri bowiem chwiał się, padał na kolana, wstawał, szedł nierównym krokiem, potem podbiegał. W ten sposób pokonał prawie cały stadion. Gdy do mety zostało mu kilkanaście metrów, na bieżnię wpadł drugi zawodnik, jeden z faworytów, Amerykanin John Hayes. Pięć metrów przed metą Włoch ostatecznie upadł. Próbował się podnieść, ale nie miał siły. Rzucili się ku niemu policjanci i sędzia (jak się później okazało, był nim twórca Sherlocka Holmesa, sir Arthur Conan-Doyle). Namawiali Pietriego do wstania i przejścia ostatnich metrów. Nadaremnie. Widząc, że Hayes pokonuje ostatni wiraż, wzięli Pietriego pod ręce i razem z nim przerwali taśmę na mecie. Hayesowi zabrakło w tym momencie 130 metrów. Pietri znalazł się w szpitalu. Nie odzyskiwał przytomności przez dwa dni. Lekarze stwierdzili krańcowe wyczerpanie, obniżenie o kilka milimetrów koniuszka serca. Pietri przeżył ale - po burzliwych naradach różnych komisji olimpijskich - został zdyskwalifikowany za niedozwoloną pomoc na trasie. Mimo to otrzymał od Aleksandry, żony króla Edwarda VII, wspaniały złoty puchar, a od sędziego Conan-Doyla złoty pamiątkowy medal.


 

Śmierć maratończyka

W tym czasie maratończycy, tak jak zresztą inni sportowcy, nie mieli po 7-12 treningów w tygodniu, jak dziś. Wskazują na to ich wyniki - czasy około 3 godzin. O ile w konkurencjach technicznych i siłowych konsekwencją niewytrenowania były po prostu słabsze wyniki, o tyle w maratonie braki w treningu w połączeniu z ogromną ambicją mogły zaważyć na zdrowiu, a nawet, a nawet życiu maratończyków. W roku 1912 rozegrano w Sztokholmie maraton przy temperaturze 45 stopni C. Z wyczerpania zmarł wówczas Portugalczyk Francisco Lazaro. Gdy umierał, w szpitalu przy jego łóżku był Pierre de Coubertin, twórca nowożytnych olimpiad. Być może to właśnie doświadczenie zadecydowało, że od tej pory start do maratonu odbywa się w godzinach rannych albo wieczorem. Co zresztą nie zmieniło faktu, że biegi maratońskie długo były najbardziej dramatycznymi wydarzeniami igrzysk. W roku 1948 w Londynie kibice oglądali jakby powtórkę wydarzeń sprzed 40lat. Belg Etienne Gailly po wbiegnięciu na stadion, jak Pietri słaniał się i chwiał. Gdy do mety miał już około 200 metrów, na stadion wbiegł Argentyńczyk Delfo Cabrera. Wyprzedził Gailly'ego i dobiegł do mety jako pierwszy. Po chwili do Gailly'ego zbliżył się Brytyjczyk Thomas Richards. Skonfundowana publiczność nie wiedziała, komu kibicować: dzielnemu, ale krańcowo wyczerpanemu Belgowi, czy rodakowi. Richards również wyprzedził Gailly'ego, który z trudem dotarł do mety na trzecim miejscu.



Jedzie "Czeska Lokomotywa"

Wyniki maratonów olimpijskich poprawiały się wielkimi skokami - McArthur w roku 1912 biegł 2 godz. 36 min. a Kohlemainen w roku 1920 już tylko 2 godz. 32 minuty. Ale największy postęp dokonał się za czasów Czecha Emila Zatopka i Etiopczyka Bikili Abebe. Kto widział jak Zatopek biegnie, rozumiał, że długodystansowiec ciężko pracuje. Grymas na twarzy, kręcenie głową - Zatopek od połowy każdego biegu wyglądał tak, jakby za chwilę miał paść na bieżnię i umrzeć. Nabierali się na to przeciwnicy. Zatopek był innowatorem. Wprowadził do treningu metodę interwałową, wymyśloną przez niemieckiego trenera Toniego Netta - ćwiczył przeplatając okresy przyspieszenia z wolniejszym biegiem (krążyły plotki, że trenował w ciężkich żołnierskich butach, aby potem tym lepiej czuć się w lekkich lekkoatletycznych pantoflach). Na zawodach biegał tak, jak na treningach. Przeciwnicy załamywali się, nie wytrzymując nierównego tempa, ciągłych przyspieszeń. Zatopek, nazywany "Czeską Lokomotywą", stał się jednym z najwspanialszych sportowców wszech czasów, gdy w Helsinkach w roku l952 wygrał wszystkie biegi długie: 5000 m, 10 000 m i maraton, w którym wystartował po raz pierwszy w życiu. Brytyjski biegacz Jim Peters wspominał, że Zatopek przed startem radził się go, jak biec. Odpowiedział że trzeba mądrze rozłożyć siły, a nie biec szybko od początku. Po przebiegnięciu w ostrym tempie 25 kilometrów, Zatopek zbliżył się do niego i zapytał: - Może teraz nieco przyspieszymy? Peters przyspieszył. Po trzech następnych kilometrach Zatopek zapytał: - Co jest? Dlaczego nie przyśpieszamy? Skończyło się na tym, że Peters wycofał się z trasy. W swojej karierze Zatopek pokonał wiele barier, które wydawały się nie do pokonania. Jednocześnie wraz z nim skończyła się era romantyzmu w maratonach. Później w maratonach wygrywali tylko ci, którzy całkowicie poświęcili się bieganiu na długich dystansach. Do nich należał Alain Mimoun, Francuz pochodzący z Algierii, który wygrał w Melbourne. Zatopek przybiegł wtedy na dalszej pozycji, Mimoun zaczekał na niego za metą, co było pięknym gestem.

 

Pod łukiem Konstantyna

Etiopczyk Bikila Abebe, gwardzista cesarza Hajle Selassje, zdobył sławę, gdy wygrał maraton w Rzymie w roku 1960. Na igrzyskach wystartował cudem, gdyż, w jego kraju był lepszy biegacz - Biratou. Biratou spóźnił się na pociąg jadący na decydujące narodowe eliminacje. Biegł na start około 40 kilometrów, zdążył w ostatnim momencie, ale był tak zmęczony, że zszedł z trasy. Rzymski maraton rozpoczął się wieczorem. Wzdłuż trasy bersalierzy zapalili pochodnie. W tym świetlistym szpalerze biegli Bikila Abebe i faworyt zawodów, Marokańczyk Rhadi Ben Abdesselem. Etiopczyk na trasie zdjął buty, które go cisnęły i biegł po rozgrzanym bruku boso. Obaj Afrykanie narzucili bardzo mocne tempo i - jak się później okazało - zwycięzca osiągnął świetny czas: 2 godz. 15 minut (mistrz olimpijski z roku 1956 miał wynik o 10 sekund gorszy). Na mecie pod Lukiem Konstantyna Bikila odtańczył taniec zwycięstwa. Wybrana w najważniejszym biegu akurat w stolicy Włoch miała dla niego, jako Etiopczyka, szczególne znaczenie - jeszcze bardzo żywa była w jego narodzie pamięć najazdów na Etiopię, którą Włosi za czasów Mussoliniego uczynili swą kolonią. Abebe pojechał także do Tokio. Tam też wygrał, a na stadionie olimpijskim dał inny zaskakujący spektakl. Kilka skłonów u przód, kilka wyprostów ramion. 100 tysięcy kibiców było zachwyconych - po ponad 42 kilometrach morderczego biegu zwycięzca się spokojnie gimnastykuje.


Autorzy :

Rafał Kazimierczak, Radosław Leniarski, Stefan Tuszyński, konsultacja Janusz Tatera.RATON